Tej nocy nikt nie myślał o oskarach, fryderykach czy grammy. W każdej głowie kotłowało się jedno tylko słowo: BANAN. Jak ktoś nie wie o co chodzi to wystarczy popatrzeć na zdjęcia (albo przeczytać poprzedni wpis).
Bananowe usta
Podpisywanie bananów. W lewym górnym rogu widzimy zwycięzcę kategorii “najbardziej owłosiony banan”, bardziej po prawej kategoria “najbardziej surowy”, w prawym dolnym rogu twórca “banana o największym potencjale”, na dole założycielka “najbardziej wymuskanego banana”, po lewej Siostry T. przyłapane na podpisywaniu swojego banana, który wygrał w kategorii “zapomniałem, ale na pewno wygrał”.
Po lewej zwyciężyni en la categoria “el platano mas peruano”, po prawej pogromca bananów.
Po lewej zwycięzca “banan jeszcze nie dojrzały (dorosły)”, po prawej “najukochańszy banan”.
Znowu bananowe usta
Niewiastę po lewej znacie, a ta po prawej spóźniła się na konkurs, więc nadrabia miną
Zwycięzcy w kategorii “najbardziej dopasowany banan”
Zwycięzca kategorii “banan najczarniejszy z czarnych” oraz “banan najbardziej uśmiechnięty”
Tego po prawej zaprezentowałem parę fotek wcześniej, ten po lewej nie miał banana, bo pewnie mu się w szprychy wkręcił :P.
Banany “o największym stażu”
I jeszcze jedno zdjęcie dla przypomnienia. Ta, której krzyczę do ucha wygrała na spółkę z tym, który skacze nade mną w kategorii “bliźniaki”. Kategoria nie ma z polityką nic wspólnego (no może z polityką prorodzinną :P).
PS. Zdjęć mogło być więcej, ale nie będzie. Wszystko działo się tak szybko, że nie wziąłem swojego aparatu, z którym jestem zgrany jak Don Kichote z Sancho Pansa. Rozumiemy się bez słów, wystarczy, że go troszkę pogilgam po guziczkach a on już zaczyna się uśmiechać i mrugać oczkiem do wszystkich i wszystkiego naokoło. Stroi przy tym dziwne miny wyławiając swoim okiem miny jeszcze dziwniejsze oraz sytuacje, o których potem się zapomina… albo chciało by się zapomnieć. Mój aparat to przedłużenie mojego mózgu, to moja pamięć. Tak, bo ja właśnie mam pamięć fotograficzną i bez aparatu czuję się nieswojo, oraz jestem zdecydowanie mniej żądny wrażeń. Właściwie wolę być bez komórki, niż bez aparatu, o czym wiedział nawet Bobo (oby już żaden turysta nie spotkał go w Limie w nocy).
Trochę się rozpisałem i chyba odszedłem od tematu. Chciałem tylko powiedzieć, że zdjęcia wykonywałem innym aparatem, który jest bardziej dziki i niektóre Blade Twarze wychodzą na nim jeszcze bardziej blade, są też takie, którym nie do końca udało się wyjść z mroku. W skrócie: nie wszystkie zdjęcia nadają się do opublikowania.
Żebym nie był gołosłowny…
/jeżeli ktoś nie życzy sobie, żeby tu było jego zdjęcie albo opis to proszę dać znać/



0 Odpowiedzi do “Bananowe oskary”