Co takiego slynnego jest w Madrycie? Gdy zadacie komukolwiek takie pytanie to bez zastanowienia odpowie - nic takiego. Bo w Madrycie nie ma zadnych wiezy Eiffla, Sfinksow, ani innych spektakularnych monumentow. Mowi sie, ze najwieksza atrakcja Madrytu to muzeum Prado, ale tam zawitam najprawdopodobniej jutro i wtedy bede mogl potwierdzic. Oprocz tego mowia, ze wszystko co warte do zobaczenia w tym miescie znajduje sie za miastem. Mamy Toledo, Segowie i jeszcze pare innych miasteczek polozonych nie dalej niz 100km od miasta. Nie mam pojecia czy uda mi sie ktores z nich odwiedzic, bo juz mam troche dosyc jezdzenia.
To ze takie rzeczy o Madrycie wygaduja wcale nie znaczy, ze tutaj tak nudno i nieciekawie. Zostawili tutaj po sobie cos i Maurowie, i Habsburgowie, i Francuzi i jezeli sie dobrze przypatrzec to mozna wypatrzec cos ciekawego. Poza tym powiedzenie “zycie jak w Madrycie” chyba nie wzielo sie znikad.
Glowny plac miasta, Puerta del Sol, to miejsce, z ktorego liczy sie odleglosci do wszystkich miast w Hiszpanii. Wokol placu znajduja sie piekne budyneczki i misiu calujacy mandroño (drzewko macznicy)- herb miasta.
Samo miasto jest polozone na mniejszych lub wiekszych wzgorzach i jezeli podejsc z odpowiedniej strony to mozna zobaczyc piekne widoczki - palac krolewski, katedra, etc.
Jak sie troche poszwedac to mozna wypatrzec zabytki sprowadzane prosto z Egiptu jak ta swiatynia.
Mamy tez Plaza Mayor, ktory kiedys byl miejscem najwazniejszych wydarzen w miescie, a teraz stracil swoja swietnosc i na placu mozna sobie poogladac wystawe znaczkow.
Ostatni placyk, ktory dzisiaj widzialem nazywa sie Plaza de la Villa. Na placu mozna zobaczyc przekroj architektury hiszpanskiej, mamy Torre de los Lujanes (XV w.), w ktorym wieziono niegdys krola Francji,
mamy tez stary ratusz Ayuntamiento (XVII w.) i jeszcze Casa de Cisneros (XVI w.)
To tylko niektore zabytki, jest ich jeszcze wiele, ale nie bede was zanudzal. Moze jeszcze powiem tylko, ze jak chcialem odwiedzic kosciol San Gines to trafilem na przyjemny koncercik, ktoremu przygladalem sie przez chwilke podziwiajac nie tylko spiewajace i grajace panie,
ale rowniez obraz Goi,
szukalem jakichs szczegolow, w stylu swinki morskiej z Cusco, ale nic. Jedyny akcent peruwianski jaki dzisiaj znalazlem to Pani siedzaca w kafejce internetowej i sluchajaca peruwianskiej muzyki.
Za to polskich akcentow sporo. W koncu w Hiszpanii mozna legalnie pracowac. Odnalazlem polska oaze. Powiedziano mi gdzie mam wysiasc, a tam, chcac pytac dalej, trafilem na Polakow sprzedajacych za barem, ktorzy mi wszystko wytlumaczyli. Potem jeszcze spotkalem dziesiatki innych krajanow. Odnalazlem placyk, z ktorego odjezdzaja busy do Polski.
Nie dosc, ze busy odjezdzaja, to jeszcze mozna kupic tam polskie produkty.
Na drzewach widac ogloszenia po polsku, a nawet i rosyjsku.
To wlasciwie tyle wrazen z mojego krotkiego dnia (obudzilem sie o 12 w poludnie - zmiana czasu), jeszcze tylko jedno wydarzenie, na ktore sie natknalem. Manifestacja polityczna. Ludzie chodza sobie calymi rodzinami, powiewa mnostwo flag i jest przyjemnie, co jakis czas brawo, okrzyki, albo gwizdy. Ciekawi mnie tez, kiedy w Polsce bedzie mozna kupic flagi z zubrem, albo parasole w barwach PL.



[tutaj pojawi się komentarz] ;))
Witamy w Europie Szymonku:)Wszyscy sie chyba za Toba stesknilismy wiec zostaw juz te wszystkie del Sol’e i wracaj do nas:)ciekawe czy Cie poznamy
dobrze ze foty byly to przynajmniej wiemy ze nie zmalales i nie zczerniales- biorac pod uwage brak cieplej wody
czekamy z utesknieniem:)buziaki