No i juz w Madrycie. Podroz minela szybciutko, szczegolnie jezeli uwzglednic ostatnie kilkunastogodzinne wojaze autobusami to 10 godzin w samolocie nie robi wielkiego wrazenia. Wrazenie za to robi wszystko co wokol. Dzisiaj zdalem sobie sprawe, ze pierwszy raz od 4 miesiecy mylem naczynia w cieplej wodzie. A to wszystko dzieki temu, ze Jacek mieszka w takim odjechanym mieszkaniu :D.
Inne dziwne rzeczy, ktore zdarzaja sie wokol to zimno i ludzie poubierani w zimowe kurtki, poza tym wszyscy jakos tak dziwnie seplenia i sa bardzo biali. Peru nie moze sie ode mnie odczepic i juz spotkalem dwoch Peruwianczykow, ktorzy twierdza, ze mam lekko peruwianski akcent. Na ulicach tez czuje sie nieswojo. Jakies takie szerokie, z chodnikami, nie dosc, ze sa pasy dla pieszych to nawet swiatla, nikt na mnie nie trabi, nikt sie nie wydziera. Czuje sie jakos dziwnie bezpiecznie.
Jak na razie nie szaleje i zwiedzanie Madrytu zaczalem od uniwesyteckiej biblioteki, kolejna faza pobytu bedzie szukanie transportu dla mojego 20-kilowego nadbagazu, wiec na razie zwiedzanie miasta i robienie fotek schodzi na dalszy plan.



fajnie bracie, ze już wracasz…
Chociaż już się przyzwyczaiłem do częstego zaglądania na twoją stronę. Myślę, ze trochę będzie mi brakowało nowych wpisów
Nie bedzie Ci brakowalo, bo o tylu rzeczach jeszcze nie napisalem (albo zaczalem, ale nie skonczylem), ze jeszcze jakis czas bedzie sie tutaj pojawiac cos nowego