Copacabana to najwieksza plaza w Rio de Janerio (ma 4 km), ale nie tylko. Tak samo nazywa sie miejscowosc w Boliwii, polozona nad jeziorem Titicaca - wlasnie tam wyladowalismy podczas naszej podrozy. Mielismy tam byc jeden dzien, ale tak sie nam spodobalo, ze zostalismy na 3.
Jedyne co nam przeszkadzalo to brak Internetu, ktory spowodowal, ze blog jest opozniony o kilka dni w stosunku do biezacych wydarzen.
Sama miejscowosc jest malutka, przynajmniej w porownaniu do miast, ktore do tej pory widzielismy.

W poblizu Copacabana polazona jest najwieksza wyspa na jeziorze - Isla del Sol (wyspa slonca), obok niej znajduje sie mniejsza wysepka Isla de la Luna (wyspa ksiezyca). Postanowilismy odwiedzic te pierwsza. Ruszylismy z rana, zeby zdazyc zobaczyc zarowno polnocna jak i poludniowa czesc wyspy. Na polnocy glowna atrakcja byly ruiny inkaskie, z kolei na poludniu swiatynia Inkow. Wlasciwie to bylo jedyna rzecza jaka wiedzielismy o tym miejscu, jako ze nie posiadalismy zadnego przewodnika po Boliwii. Jak sie okazalo wspomniane atrakcje zeszly gdzies na bok.
Pierwsza prawdziwa atrakcja byl deszcz i chlod podczas dojazdu do wyspy, na szczescie potem wyszlo sloneczko (jak na wyspe slonca przystalo) i juz bylo pieknie. Po wyjsciu z naszej barki oczom naszym ukazala sie piekna plaza, na miejscu kilka restauracji i hosteli, ale najbardziej zdziwily nas namioty dziko porozstawiane na plazy. Wyglada na to, ze nikt tego nie pilnuje i jezeli ktokolwiek ma ochote to moze sobie pomieszkac na tej wyspie. Cos pieknego. Poza tym wszystkie lodki przycumowane przy plazy byly wystrojone z okazji karnawalu, wiec bylo bardzo kolorowo.
Do ruin trzeba bylo isc niecala godzinke, mozliwe, ze dalo sie krocej, ale nas co chwile zatrzymywaly kolejne niespodzianki. Po pierwsze widoki


Po drugie zwierzaczki spotykane po drodze


I jeszcze jedno dziwne zjawisko. Osiolek dojony przez Lame (lub innego “lamowatego” zwierzaczka).

Nasza uwage zwracaly nie tylko zwierzeta

Niby nic niezwyklego, ale jakos wszystko na tej wyspie sie nam bardzo podobalo, chyba glownie przez ta inna atmosferke - wszystko na pelnym luzie. Wlasciwie same ruiny nie wywarly na nas wiekszego wrazenia.

Na wyspie znajdowal sie rowniez pokoj szumnie nazwany muzeum. Jedyna rzecza, ktora nas zainteresowala to pewna czaszka, zastanawialismy sie czy roztrzaskana ja jeszcze za zycia czy pozniej.
Kolejny dzien spedzilismy na robieniu zakupow, gdyz wszystko bylo jeszcze tansze niz w Peru i ciezko bylo sobie odmowic kupna jakiejs pierdoly. O szczegoly prosze do Alinki.
Nie omieszkalem sie rowniez wykapac w jeziorku.
Przestrzegano mnie, ze woda jest baaardzo zimna, wiec przygotowalem sie na mocne wrazenia, ale okazalo sie, ze nie bylo tak zle. Jednak na wszelki wypadek zaraz po wyjsciu z jeziorka pierwsza rzecza jaka na siebie zalozylem byla czapa i szalik.
Melduje, ze do tej pory jestem zdrow jak ryba.
Wrocmy jeszcze do Copacabana. Nad miastem goruje wielka katedra. Jest nieproporcjonalnie duza w stosunku do wielkosci miasteczka (a moze raczej wioski). Zastanawialismy sie skad sie tutaj wziela i kto ja wybudowal, ale ostatecznie zagadki nie rozwiklalismy. Katedra jest tak wielka, ze nie miesci sie w aparacie, dlatego przedstawie tylko wieze.






Fantastycznie
Piękne widoki.
Uho poza tym że Copacabana to plaża i miasteczko to jeszcze o jednym zapomniałeś-> Do tej pory chce mi sie z niej śmiać….
Pozdrawiamy
Ejjjjjjjj…..

Nie wiem czemu ucięło mi tekst który wpisałem poprzedniio.
Za strzałką miało być wpisane ” słynna knajpa na plaży w Sopocie”….
Jakze moglbym zapomniec! Po prostu stwierdzilem, ze kazdy w Polsce ja zna, wiec po co pisac o rzeczach oczywistych. Ale skoro juz poruszasz ten temat to musze dodac, ze maja tam zrobic wioske zeglarska, a poki co dziala szkola windsurfingu.
nie no to zdjęcie z osiołkami władzuje ! super perspektywa !
No tak, tylko do tej pory nie wiem czy oba zwierzaczki to na pewno osly…