Walentynki obchodzi sie i w Peru. Prawie cala Lima spotyka sie w slynnym Parque de Amor. My tam nie przepadamy za tym troszke przeslodzonym swietem i sobie poszlismy na obiad z moimi towarzyszami z pracy. Wszystko bylo przepyszne. Chyba o tym nie pisalem, ale jedzenie w Peru jest bardzo bardzo dobre i roznorodne, mowi to nawet Alinka, wiec cos w tym musi byc. Na koniec obiadu poczestowalismy biesiadnikow polskimi Kasztankami oraz cukierkami z wodka. Co do kasztankow to najbardziej ich zastanawialo jak one przetrzymaly -15 stopni, a cukierkami z wodka wznosili toast.
W parku tez bylismy.
Byli tam starzy i mlodzi.
Wszyscy jacys tacy sztywni byli, my tam sie zaczelismy wyglupiac i nawet jesc kwiatki.

Oczywiscie strasznie sie na nas gapili. Ja tam sie juz przyzwyczailem, ale Alinka mowi, ze czasami sie czuje jak malpa w zoo
Z parku szybko do domku, pakowanie i wyjazd do Arequipy, ale o tym w nastepnym poscie.



fajna rzezba