Gringo w puszczy

Puszcza w PeruNa ten weekend tez było kilka planów, ale ja, nauczony doświadczeniem, postanowiłem opracować plan Z, czyli wyjazdu solo. No i stało się. Pierwszy raz pojechałem gdzieś sam poza Limę. O mało co, a ominęłaby mnie ta przyjemność, bo moja rezerwacja się nie zarezerwowała, ale panie w kasie mieszały, mieszały i coś znalazły.

Noc spędziłem w wygodniutkim autobusie gdzie spałem cały czas. Trochę mi przeszkadzały serpentyny, bo rzucało mną to w prawo to w lewo, od czasu do czasu musiałem przetykać uszy. Co prawda cel był położony na 750 m n.p.m., ale pokonywaliśmy przełęcz o wysokości ok. 4800. Obudzili mnie jak juz dojechaliśmy. Każą wysiadać. 5-ta rano, ciemno, Peruwiańczycy różnej maści, drogowskazy na La Merced (mój cel) pokazują w prawo - co jest, gdzie oni mnie wysadzają?? Protestowałem trochę, ale okazało się, że dworzec jest po drugiej stronie drogi. Tylko ze taki ciemny, ze go nie widać.

Oczywiście nie było tak strasznie, po pół godzinie zrobiło się jasno. Znalazłem nocleg, uzupełniłem moje notatki dopytując miejscowych, poszedłem tez do agencji turystycznych, żeby dowiedzieć się ze oferują jakieś wycieczki za 30 złotych. Byłem juz na dwóch takich i trochę mam dość. “Wsiadamy, wysiadamy, tu jest to, a tu tamto, róbcie fotki, dobra, jedziemy dalej”. Do startu wycieczki miałem 2 godziny, wiec postanowiłem zobaczyć pobliski wodospad i może jeszcze wrócić.

Targowanie z kierowcą busa i taksówkarzem, 2,5 złotego i jestem. Babuszki sprzedającej kokosy pytam dokładnie o drogę i idę. Pierwszy raz w puszczy. Tak jak mi doradzono - wypsikałem się cały moim nowym dezodorantem, czyli płynem p/owadom, ubrałem się w jasne ubrania, wziąłem zapas wody i idę.

Kierowca busa w La MercedPerfumy w puszczy

Wrażenie niesamowite. Co prawda droga przygotowana i wydeptana, ale było tak wcześnie, ze jeszcze nie było żadnych turystów. Spotkałem tylko dwóch młokosów z ogromnym nożem. Szybko ich ominąłem, ale potem dowiedziałem się, ze taki tasak to obowiązkowe wyposażenie każdego, kto rusza w puszcze. Nawet babuszka od kokosów miała taki.

Puszcza w PeruKwiatki w puszczyBabuszka wali tasakiem w kokosWodospad Catarata de Tirol, San Ramon

Cala puszcza żyje, świszczy, gwiżdże, ćwierka i szumi. Duszno i parno - leje się ze mnie. Zielono, ze aż milo, motyle wielkości dłoni. Woda w strumyku cieplutka. Doszedłem do wodospadu, zdjęcie, i powrót. Było juz za późno na wycieczkę z biurem, wiec zacząłem się zastanawiać nad tym, co by tu innego zrobić. Zauważyłem sady pomarańczowe i chciałem się wybrać do jakiegoś.

Babuszka od kokosów zawołała jakiegoś kolesia i ten mi pokazuje po kolei wszystkie drzewa: mango, pomarańcze, kokosy i mandarynki. Oprócz tego jakaś butelka. A w środku co? Wąż. Strasznie dziki, szybki i jadowity (film). Balem się go dotknąć nawet przez butelkę. Jak ugryzie to ma się pół godziny na pożegnanie z rodzinką. Koleś złapał go własnymi rekami. Pokazał jeszcze jakieś łagodne roślinki, które się chowają jak się je dotknie.

Strasznie się nakręciłem, bo koleś mi zaczął opowiadać o jakimś innym wodospadzie, który jest dużo większy, ale daleko. Trzeba przedzierać się przez puszcze cały dzien. Czyścić drogę tasakami, przedzierać się przez strumyki i uważać na węże. Oczywiście bez przewodnika się nie obejdzie. Trochę drogo wychodziło jak się jest samemu, poza tym było późno. Następnym razem.

Pojechałem sobie zobaczyć kolejny punkt turystyczny - most Quimiri. Jakiś tam mostek nad rzeczką, właściwie nic szczególnego, dla mnie największą atrakcją były dziury. Nie zdążyłem zrobić pożądnego zdjęcia, bo przejechała ciężarówka.

  • Profe, gdzie jedziesz?Furgonetka na puente Quimiri
  • Jade do Chacra
  • Co to jest, jakiś wodospad?
  • Hahaha, Chacra to farma
  • Za ile mnie tam zabierzesz?
  • Siadaj

Pierwszy raz pojechałem w Peru stopem za darmo. Jak się później okazało, nie ostatni w ten weekend.

Padre rozładowuje furgonetkęNa farmie pomogłem mu rozładować ciężarówkę ze skrzynek na pomarańcze i już myślałem, że będę wracać, ale okazało się, że na farmie właśnie trwają przygotowania do fiesty z okazji przyjazdu szwagra szefa. Zaprosili mnie. Brzmiało to dużo ciekawiej niż oglądanie kolejnych wodospadów, więc nawet się nie zastanawiałem czy przyjąć zaproszenie.

Do rozpoczęcia fiesty było trochę czasu, więc poszedłem sobie oglądać farmę. Chodują głównie pomarańcze, ale też ananasy, kokosy, papaje i pewnie jeszcze coś. Zbiory pomarańczy trwają na okrągło, więc miałem okazję zobaczyć jak to wygląda (film). Robotnicy nie omieszkali mi pokazać jakiegoś węża, którego właśnie złapali na drzewie i obdarli ze skóry. Nie pokażę zdjęcia. Pokażę za to zdjęcia owocków

Uprawa ananasów w PeruUprawa bananów w PeruUprawa kokosów w PeruUprawa papaya w PeruUprawa pomarańczy w Peru

Robotnika zbierającego pomarańcze

Zbiory pomarańczy

i przygotowania do fiesty

Przygotowania do fiesty w puszczyPrzygotowania do fiesty w puszczyPrzygotowania do fiesty w puszczyPrzygotowania do fiesty w puszczy

Na fieście pogadałem sobie z gospodarzami, najadłem się po uszy pstrągów, kurczaków i kto wie czego jeszcze. Ale najciekawsze zaczęło się po jedzeniu, bo robotnicy zaczęli tańczyć. Tańcujemy! Zakrzyknął gospodarz

Fiesta w puszczy

… i nie miałem wyjścia.Jak się jest w gościach to się jest w gościach.

Próbowali mnie nauczyć ich lokalnych tańców: cumbia i huayno (czyt. łajno). Trochę marnie mi szło i strasznie się uśmiali. Tańczyłem wśród robotników i robotnic, Indian i Indianek… hmmm… jak by to delikatnie opisać… większość z nich nie miała przynajmniej jednego zęba, ci bardziej wylansowani mieli jakieś srebrne.

Fiesta w puszczyFiesta w puszczy

Wśród nas człapały kaczki i biegały pisklęta kurczaczków.

Kaczuchy w puszczy

Starsze indianki siedziały sobie na boku, jedne wygrzebywały wszy dzieciom, drugie karmiły maluchy piersią. Tak, tak, ten koleś co jest w środku to Padre, po prawej inny robotnik, a w tle Indianka karmi swoje dziecko.

Tańcowanie i karmienie

Jeszcze nigdy w życiu na takiej imprezie nie byłem. No i, wyobraźcie sobie, wszystko skończyło się przed zapadnięciem zmierzchu.

Padre (tak mówią na kolesia, który mnie przywiózł) odwiózł mnie z powrotem pod sam dom. Jeszcze tylko skoczyłem na targ i kupiłem sobie parę owocków, które pierwszy raz na oczy widziałem i poszedłem spać.

Peruwiańskie góry robią wrażenie, ale puszcza tym bardziej!

c.d.n

4 Odpowiedzi do “Gringo w puszczy”


  1. 1 wiktor czwartek, 11 styczeń 2007 @ 15:48

    cool :) fajna wyprawa :) kurcze czy oni kiedys wczesniej w zyciu widzieli tak wysokiego czlowieka jak Ty? wygladasz przy nich jak jakis wiekolud w kraju liliputow…

  2. 2 daniel piątek, 12 styczeń 2007 @ 19:05

    bajeczne tereny, biedni ale wyglądający na szczęśliwych ludzie i… taki jeden dryblas [-; pięknie to wszystko wygląda

    pozdrowienia z okolic Krakowa :-)

  3. 3 szcze-pan sobota, 13 styczeń 2007 @ 20:28

    witam,
    jedziemy ze znajomymi (5 osob) do peru od 11 marca ladujemy w limie i bedziemy szukac jakiegos noclegu na pierwsza noc. czy masz moze jakies kontakty albo miejscowki.
    z gory dzieki za wszeleki dodatkowe info.
    pzdr
    Szczepan

  4. 4 szymonperu poniedziałek, 15 styczeń 2007 @ 19:52

    11 marca juz mnie w Peru nie bedzie, wiec osobiscie pomoc Wam nie bede mogl. Wiekszasc “backpackerow” nocuje w hotel Espana w centrum Limy. Jest niedrogo i mozna spotkac innych podroznikow.

Napisz odpowiedź