Hora peruana, czyli czas po peruwiańsku

Melting Clocks Salvadore DaliNa wszelkie spotkania staram się przychodzić o czasie. Tak samo jak w Polsce. Kto mnie zna to wie, ze czasami mam poślizg ;-). Tym nie mniej jednak w Peru uchodzę za wzór punktualności. Jeżeli się chcemy gdzieś umówić i trzeba zaznaczyć, żeby być punktualnie to znajomi dodają “czasu polskiego”.
W Peru pojecie czasu jest bardzo mgliste, można o tym poczytać w książkach i przewodnikach, ale ja podam przykład.

Jest on troszkę skomplikowany, wiec trzeba się dobrze skupić, żeby zrozumieć te zawile wydarzenia.
Przed świętami umówiliśmy się na spotkanie z koordynatorem naszej praktyki. Ja, Ezequiel i on. Najpierw ustalam z Ezequielem kiedy: środa, ale wcześnie, tak ok 17. Mowie, ze wolałbym trochę później, bo ciężko będzie mi dotrzeć z pracy, ale on się upiera, ze 17. Ok. Koordynator mówi, ze 17 mu pasuje, wiec z Ezequielem umawiamy się trochę wcześniej - 16:45, żeby zrobić dobre wrażenie i się nie spóźnić.

Przychodzę do pracy, w południe ma być uroczysty obiad, a potem wymiana prezentów. Pytam się ile to wszystko zajmie. Odpowiedz: “Obiad do 13:30, potem zaczynamy z prezentami, wiec przed 16 spokojnie skończymy”. Uff.. czyli spokojnie zdąża. Rzeczywistość: obiad zaczął się pół godziny później, ale niektórzy spóźnili się godzinę, wiec suma summarum skończyliśmy godzinę później.
Wymiana prezentów siła rzeczy rozpoczęła się później, ale nikomu się nie spieszyło, wiec tak naprawdę zaczęła się jeszcze później - o 16tej. Ktoś mi mówił, ze o 16 się skończy… a może mi się wydawało? Powiedziałem, ze musze wyjść wcześniej, wiec dla mnie prezent miął być na początku. Okazało się, ze tego, kto mnie wylosował nie ma i prezent dostałem po świętach, nie ma problemu.

Wychodzę, mało czasu, wiec trzeba wziąć taksówkę, tym bardziej, ze nie wiem gdzie to jest dokładnie. Powiedzieli mi, ze taksówka jedzie max 10 min, nawet jak są korki. Nauczony doświadczeniem na dojazd przeznaczyłem 20. Szybkie targowanie i jedziemy. Korki. Jedziemy skrótem. Korki. Dojeżdżamy o 17. Ja cały w panice, bo Ezequiela nie ma, a nasz koordynator pewnie czeka. Runda taksówką, może znajdziemy Ezequiela, ale nie - nigdzie go nie ma.

Wysiadam, pytam napotkanego policjanta o adres i biegnę we wskazane miejsce. Ale tam nikt nie ma pojęcia, o co mi chodzi. Idę na komisariat, bo tam maja mapę. Szukany adres jest w dokładnie innym kierunku niż ten, który mi pokazał policjant. No tak, zapomniałem, ze najlepiej pytać się kilka razy i uśrednić odpowiedz. Nie ważne, biegnę do biura koordynatora. Przybiegam 20 minut po 17, cały spocony, ale ubrany w garnitur nie do końca wyglądam jak kretyn.

No i co się okazuje?

Ezequiela nie ma, a koordynator nie może w tym momencie, bo ma jakieś spotkanie. Zgłupiałem do końca. Dzwonie do Ezequiela, a ten spokojnym głosem tłumaczy mi, ze nie mógł wyjść wcześniej i ze właśnie jest w tym miejscu, w którym się umówiliśmy. 35 minut później… cierpliwości Szymon. Nie zastanawiałem się, dlaczego wcześniej tak strasznie nalegał, żeby się spotkać nie później niż o 17, to chyba zbyt skomplikowane i szkoda sobie zawracać głowy. Spokojnie sobie odetchnąłem, poczekałem na Ezequiela, a za jakiś czas koordynator juz był wolny. Spotkanie przebiegło w bardzo milej atmosferze i chyba żaden z nich nie miał pojęcia o tym, co przeżyłem.

Wniosek: trzeba było podejść do tego wszystkiego po peruwiańsku, poczekać aż się skończy impreza w pracy i pojechać sobie spokojnie autobusem na spotkanie. Bezstresowo.

Na koniec dodam, ze, Ezequiel co prawda nie jest z Peru, tylko z Meksyku. Nie szkodzi, tez Latynos i latynoskie podejście do czasu ma we krwi. Zresztą Europejczycy w Peru tez wariują i nawet Niemcy się spóźniają.

2 Odpowiedzi do “Hora peruana, czyli czas po peruwiańsku”


  1. 1 OLO poniedziałek, 8 styczeń 2007 @ 10:09

    To pozwól, że przypomnę, kto się spóźnił, kiedy mieliśmy prezentację Polski :D

  2. 2 kostka środa, 10 styczeń 2007 @ 16:13

    Uho Ty wzorze punktualności :)

Napisz odpowiedź