Cel jaki sobie obraliśmy na ten weekend to Matucana, mała wioska położona 4 godziny od Limy (tak, przyzwyczajajcie się - w Ameryce Południowej odległość podaje się w nie w kilometrach tylko w godzinach). Miejscowość ta bardzo różni się od tych wszystkich, które widzieliśmy do tej pory, ponieważ jest dużo mniej uczęszczana przez turystów. Nie ma jej nawet w takich przewodnikach jak Lonely Planet, a namiary na nią dostałem od mojego szefa.
Wybraliśmy się dosyć późno, podobno miało być niedaleko więc większość nastawiła się na jednodniową wycieczkę. Ja tam chciałem pojechać na dłużej, więc wziąłem swój 90-litrowy plecak i zapakowałem się na 3 dni. Jak się później okazało wszystko się przydało. Pożyczałem ludziom kurtki, bluzy, kijki, nawet latarka poszła w ruch. Niektórzy mówią mi “boyscout”
Dojazd do wioski Matucana nie jest łatwy, co prawda położona jest tylko 80 km od Limy, ale z dwoma przesiadkami i godzinną przerwą na obiadek zeszło nam 4,5 zanim dotarliśmy na miejsce. Szybko znaleźliśmy hotelik do spania. No i znowu kolejny rekord - 6 złotych za nocleg. Tak może być zawsze:).
W góry wybraliśmy się późno, bo dopiero po 16. Chcieliśmy spokojnie przejść się do Cascadas de Huariquina.
Powiedziano nam, że na dotarcie potrzeba około pół godziny. Oczywiście okazało się że zeszło nam ponaddwukrotnie więcej czasu. Zresztą cały ten wyjazd upłynął pod znakiem “z godzinę drogi” i “jeszcze niedaleko”. Kogo byśmy nie pytali to zawsze słyszeliśmy podobną odpowiedź. Okazywało się potem, że godzina to trzy godziny albo i więcej. Jednak właśnie dzięki temu udało nam się zobaczyć coś niesamowitego.
W drodze powrotnej zastała nas noc. Jak zaczęło się ściemniać od czasu do czasu można było zobaczyć robaczki świętojańskie. W miarę jak się robiło ciemniej robaczków było coraz więcej. Jak zapadła zupełna noc to to co widzieliśmy przechodziło wszystko co do tej pory w Peru widziałem. Wyobraźcie sobie że jesteście otoczeni wyysokimi górami, niebo zachmurzone, gwiazd nie widać, ale wszędzie naokoło tysiące mrugających świetlików. Niektóre latają, inne siedzą gdzieś w krzakach. Coś pięknego - nie do opisania i nie do sfotografowania.
Wróciliśmy do naszej wiochy i jeszcze poszliśmy na dicho. Coś w rodzaju zabawy w remizie, tylko że zamiast wódy pije się “calientito” - podawany na ciepło specyfik robiony na bazie rumu i jakichś magicznych indiańskich wywarów. Butelka kosztuje 3,5 złotego, ale smakuje dziwnie - wypiliśmy trochę a resztę podarowaliśmy jakiemuś miejscowemu.
Następnego dnia pojechaliśmy na pace ciężarówki do Marachanca

a stamtąd na piechotę do Lagunas Gemelas. Laguna znajduje się na wysokości 3500 m n.p.m. i jest to najwyżej położona laguna w której kąpał się Szymon.

Nie pytajcie jaka była temperatura wody, powiem tylko: było świeżo. Jeszcze skoczyliśmy zobaczyć pobliskie ruinki i wróciliśmy do naszej wiochy. ta droga dobiła wszystkich

fajnie się nią jechało, ale schodzenie dało wszystkim popalić (dla niektórych był to pierwszy w życiu wypad w góry).
Przez Matucana prowadzi kolej, którą wybudował nasz inżynier Malinowski. Druga najwyżej położona trasa kolejowa na Ziemii. Od kilku lat nie obsługuje ruchu turystycznego, ale torów nie zwinęli.

Na podsumowanie powiem, że cała wycieczka to był mój pomysł. Chyba się ludziom podobała, ale nogi wszystkich 2 dni bolały i nie wiem czy następnym razem uda mi się ich wyciągnąć tak łatwo.
I jeszcze żeby było wiadomo o co chodzi w tytule






Szymon,
ze skutkiem natychmiastowym wprowadzam nieodwolany zakaz publikowania wiecej postow i zdjec. bo mnie to tu dobija i rozwala z zadrosci. nie moge sie potem pozbierac i ciezko mi sie pracuje. basta! no more photos! masz siedziec na dupie przy kominku w swoim mieszkanku (no mozesz sie co najwyzej pouczyc hiszpanskiego)
Bracie!
świeŻo, świeŻo!!!!
Nie, nie, nie - fotki bede zamieszczal jak tylko sie bedzie dalo. Wylacz sobie wyswietlanie obrazkow :P.
Werku, dziekuje za Twoja czujnosc, widze, ze jednak ktos to czyta:). Caramba, przyznam, ze czasami nie jestem zbyt swieZy piszac te posty no i moze sie trafic jakas gafa.
czesc
jestem peruwianczykiem, dokladnie z Limy, mieszkam w Lodzi i studiuje turystyke, obecnie pisze prace o Matucana i chcialem sie zapytac czy znasz jakas strone gdzie bedzie informacja o Matucana ale po polsku?
bo trudno mi opisac po polsku 
hej! Wysłałem Ci na maila pare informacji. No kto by pomyślał. Dzięki temu dowiedziałem się, że Matucana słynie z kaktusów. Jest ich wiele rodzajów, część ma nazwy związane z tą miejscowością: matucana, submatucana, etc. Oprócz kaktusów Matucana kojarzy się z koleją Malinowskiego i Opus Dei. Mają tam swoją siedzibę czy coś takiego.