Kilka fotek dzieci z wycieczki do Huaraz i Matucana. Właściwie nie chciałem nic komentować, ale powiem tylko, że dzieciaki różnie reagują na aparat fotograficzny. Niektóre się chowają, inne z kolei wręcz domagają się zrobienia fotki i nawet same się ustawiają. Tylko popatrzcie…







og ingen ordet er nodvendighetsartikkel … bare oyene av barn … trolldom av barn verden? hvoe er det trolldom, det magi i Peru? verden av barn … og ingen ordet er nodvendighetsartikkel …
to chyba wpis z taką dyskretną dedykacją dla mnie
))
przeurocze szkraby!!! =^.^=
te małe Indianki są świetne =)
a ten ‘Indianin’ z wiadrem na głowie to chyba jakiś krewny tego Latynosa wylegującego się na trawie, parę wpisów wcześniej…. =P
i bardzo mi się podoba, że dzieciaki (i w ogóle wszyscy) chodzą tam w takich intensywnych, wesołych barwach!!!
widziałam też zdjęcia z Matucany, i jestem zachwycona!

i Ty jakoś odżyłeś, weselszy, żywszy na tych zdjęciach, właśnie taki Szymon, jakiego najbardziej lubię, aż się miło ogląda
a ta kąpiel w błocie i pompki nad strumyczkiem… no, no… szacunek… ;>
całuję!
Przedostatanie zdjęcie… Gangsta squad
)))
Ostatnie też mi się bardzo podoba.
A swoją droga co ten indianin robi z wiadrem na głowie????
Hej hej! Ten Indianin z wiadrem na glowie to dziecko, ktore chowalo sie w wiadro jak tylko chciałem zrobić fotkę (morda w kubeł?). Możliwe, że to jakiś krewny tego pijanego kolesia z Huaraz
bo oba zjęcia zrobiłem w tej samej miejscowości.
W intensywnych barwach sie chodzi, ale tylko w gorach. W Limie jest raczej szaro i kolorowych Indian ze świeczką tu szukać. Nic Alineczko, tylko nam w gory isc
wy chyba żartujecie!Te dzieci nie maja co jeść ja jestem wolontariuszkom i pomagam takim osobom a wy sobie jakieś zarty robicie!
żeby spotkać dzieci, które nie mają co jeść, nie trzeba być ‘wolontariuszkom’ i lecieć do do Peru za kilka tysięcy dolarów, wystarczy rozglądnąć się wkoło