Plaża i slumsy

Ostatni weekend był dużo spokojniejszy. Zaczęło się w piątek od naszej prezentacji o Polsce. Już na wstępie zapewniliśmy sobie dużo uwagi, ponieważ spóźniliśmy się chyba z pół godziny. Na szczęście prowadziliśmy prezentację jako drudzy. Zaczęliśmy od quizu, potem przeszliśmy do zwykłych opowieści o tym jaka to Polska piękna, pokazaliśmy krainy geograficzne i różne inne fascynujące dane.

Następnie żeby nie było nudno zaczęliśmy tłumaczyć inne bardziej skomplikowane rzeczy (tak, żeby zrozumieli o co w quizie chodzi). Najpierw piłka nożna, zdjęcie reprezentacji i wyniki meczów ostatnich mistrzostw, potem siatkówka z zapowiedzią finału i jeszcze coś o latającym mistrzu z Wisły. Pokazaliśmy zdjęcia jedzenia, łącznie z Prince Polo, ptasim mleczkiem i Wódką Żołądkową Gorzką. Dowiedzieli się też czym się różni mały fiat od dużego oraz do czego teraz używa się polonezów.

Polonez atrapa

Nie omieszkaliśmy wspomnieć o tłustym czwartku i Juwenaliach.

W sobotę wybraliśmy się na plażę na południu Limy. Pepe, szef mojego współlokatora ma tam dom i zaprosił do siebie naszą drużynę.

Drużyna praktykantów u szefa

 

Sama plaża prezentowała się trochę mało atrakcyjnie ponieważ nie było słońca a piasek był jakiś taki szorstki, na dodatek woda słona i zimna. Pokąpaliśmy się tylko trochę, ale i tak było fajnie, bo w pobliżu na deskach zapodawali surferzy i było co oglądać.

Surfing

A na sam koniec powoziliśmy się trochę furą pepe.

To cos naprawde niezle pomyka po wydmach

Silnik od garbuska daje radę!

Jednak spośród tego całego weekendu największe wrażenie zrobił na mnie przejazd przez tutejsze slumsy. Czegoś takiego w życiu nie widziałem. Domy pobudowane na wydmach bez zadnego planu, jedyna oznaka jakiegoś porządku to metalowe schody co jakiś czas przechodzące wzdłóż tych dziwnych osad. Ulice ochydne i dziurawe, zreszta dziurawy był nawet i nasz bus!

Dziura w busie

 

Na ulicach pełno ludzi, ale takich, że lepiej tam nie wysiadać. Co jakiś czas mija się tartak z bambusami, obskurną stację benzynową albo jakieś dziwaczne targi. Na każdym przystanku podchodzi ktoś i próbuje wcisnąć cukierki, lody i inne “smakołyki”. Niby gdzieśtam rosną palmy, ale co to za palmy! Pousychane liście, których nikt nie odcina (tak - o palmy to trzeba dbać, żeby wyglądały jak na obrazkach) i gdzieśtam na czubku wystaje trochę zieleni. W sumie tworzy to raczej coś podobnego do maczugi Herkulesa. Nie robiłem zdjęć, bo wszyscy jakoś tak wilkiem patrzyli… może jeszcze kiedyś się uda coś pofotografować, ale jakoś na razie nie ryzykowałem.

PS. Mam pare zdjec, ale z jakichs dziwnych powodow nie da sie ich zamiescic teraz, wiec pojawia sie pozniej

6 Odpowiedzi do “Plaża i slumsy”


  1. 1 wiktor piątek, 8 grudzień 2006 @ 8:01

    Szymon, do Twojego posta wkradla sie mala pomylka! Zamiast “o latajacym mistrzu z Wisly” chciales zapewne napisac “o najwspanialszym klubie - Wisle”! Ale ja rozumiem, ze to to jedynie przeoczenie. Zapewne byles zmeczony (byc moze od tego ciaglego chodzenia do gory nogami troche glowa boli; albo moze to od tej koki… lub jej pochodnych)? :P

  2. 2 Alinka piątek, 8 grudzień 2006 @ 15:22

    coś za chudy jesteś! :P

  3. 3 Alinka piątek, 8 grudzień 2006 @ 15:25

    halooo w tym komentarzu miało nie być głupkowatej minki, tylko “: P”
    kto tu odpowiada za szatę graficzną?

  4. 4 szymonperu poniedziałek, 11 grudzień 2006 @ 6:20

    Wiktor: O “najwspanialszym klubie” też było, a jak! W końcu jako jedyny z Polski trzyma się w UEFA (no chyba, że się nie trzyma? - nie jestem na bieżąco).
    Alinka: Mniej ważę dlatego, bo tu się Ziemia troszeczkę szybciej kręci i stąd to wrażenie.

  5. 5 wiktor poniedziałek, 11 grudzień 2006 @ 9:34

    trzyma sie, trzyma. w srode dokopiemy feyenordowi i przechodzimy dalej :) ciesze sie, ze nie zapomniales…

  6. 6 szymonperu środa, 13 grudzień 2006 @ 3:13

    Jak miałbym zapomnieć, w koncu bylem na Iraklisie. Mam nadzieje, ze sie chłopcy popiszą i na następnej prezentacji też będę miał się czym chwalić!

Napisz odpowiedź