Można spróbować porównać wybory w Polsce do wyborów w Peru, ale to tak jakby porównywać Milionerów do Szymon Majewski Show. Tu i tu jest pewne napięcie, być może w Milionerach (w Polsce) trochę większe, ale tak naprawdę to u Szymona (w Peru) się sporo dzieje i można się pośmiać.
W zeszłą niedzielę odbyły się WYBORY. Piszę drukowanymi, bo to naprawdę Wielkie Wydarzenie. Spokojnie można porównywać z pielgrzymkami papieskimi po Polsce. Po pierwsze, na trzy dni przed wyborami po ulicach grasuje prohibicja. Nie zbadałem do końca czemu to może służyć, być może dlatego, żeby nie było kupowania głosów pod monopolowymi, jak to w Polsce bywa. Po drugie, wybory są obowiązkowe! Za nie wzięcie udziału grozi kara pieniężna. Jedni mówią, że ok. 1000 zł, drudzy, że ok 30 zł, ale to już jest mniej istotne. Starałem się sobie przypomnieć jaka jest definicja wyborów demokratycznych, ale już mi się wszystko pomieszało. Oczywiście Peru to cywilizowany kraj, więc każdy może głosować tylko raz. Żeby nie było jakichś przekrętów każdy, kto już oddał głos musi zamoczyć środkowy palec prawej ręki we fiolecie. Sprytne. Dziwiłem się w poniedziałek jak zobaczyłem kilka takich palców, ale dopiero w środę zorientowałem się o co chodzi. Na zdjęciu widać palec z resztkami fioletu i dowód osobisty z naklejką potwierdzającą wzięcie udziału w głosowaniu
Jeżeli w dowodzie brakuje takiej naklejki to nie tylko się płaci, ale również można zapomnieć o wzięciu kredytu czy płaceniu czekiem.
Członków komisji wyborczych wybiera się odgórnie, oczywiście za odmowę przyjęcia tego zaszczytu grozi również kara. Wyniki losowania ogłaszane są dzień przed wyborami i na ulicach można spotkać ludzi z listami wszystkich wyborców. Udzielają oni informacji o tym gdzie mamy głosować i czy jesteśmy w komisji.

W weekend wyborczy panuje wielki ruch, bo każdy musi dojechać do miejsca, w którym będzie głosować. W związku z tym wszelkie bilety są minimum 50% droższe, ale z wszystkich zwyczajów wyborczych ten chyba dziwi najmniej.
Za pare dni wrzucę tutaj jeszcze parę fotek plakatów wyborczych, więc zaglądnij tu jeszcze. A będzie co oglądać, nie mogę zdradzić wiele, powiem tylko, że politycy Peruwiańscy robią dziwne miny na zdjęciach, a hasła wyborcze wypisywane są pędzlami na murach.
***
Fotki





i tak powinno tez byc w Polsce! obowiazkowo do urn, paluch w fiolet, misiek w dowod, a nie frekwencja ponizej 50%…
czyn zatem obserwacje i notuj wszystko, co bys wiedzial co tu pozmieniac jak wrocisz… pozdro
Dobrze, że jesteś na zdjeciach bo zwatpilismy juz czy dotarles tam razem z aparatem:)Ale ci fajnie ze masz tak cieplo bo nam to chlodno troche. wprawdzie pogoda jest i tak ladna jak na listopad ale juz tesknimy za latem. Zdjecia sa fajowe tak jak i pewnie twoje przezycia:)nie wiem czy dobrze czytalismy ale nic o pracy nie piszesz robisz cos tam w ogole czy tylko sie bawisz??
m+k
Pozdrawiamy
Dotarlem, dotarlem i aparat powoli rusza w ruch
Jest cieplo, to fakt, ale w Limie to slonce widzialem dwa razy. Tutaj prawie zawsze sa chmury! Z tym, ze nawet mimo tych chmur wcale nie jest zimno, no bo w koncu to miasto lezy pomiedzy rownikiem a zwrotnikiem.
Pozdrawiam!
Blog ma byc o Peru, nie o pracy, dlatego o niej nie pisze. Ale pracuje, pracuje. Jak nazbieram wiecej fotek i spostrzezen to cos na pewno napisze. A skoro o prace pytacie to znaczy, ze nie do konca uwaznie wszystko czytaliscie, bo Karas tez juz o to pytal