No i jestem. Do Madrytu dojechałem jadąc całą noc, szybko zeszło, bo cały czas spałem. W Madrycie zwiedziłem dwa miejsca najczęściej oglądane przez turystów: metro i lotnisko. Na lotnisku miałem parę godzin czasu, więc latałem z laptopem po terminalu szukając sieci bezprzewodowej, bez powodzenia. Samolot wystartował o czasie, co podobno rzadko się zdarza liniom, którymi leciałem. Żeby było po równo to przylecieliśmy z dwugodzinnym opóźnieniem. Wszystko dlatego, że lecieliśmy pod wiatr, który wiał z prędkością 360 km/h, co sprawiało, że Lima zdawała się być 3 tys. km dalej. Pilot stwierdził, że może zabraknąć paliwa, więc mieliśmy międzylądowanie w Fortaleza w Brazylii. Nie wypuścili nas z samolotu, więc jedyne co widziałem to sporo boisk piłkarskich z lotu ptaka. Żadne z nich nie było piękne i zielone, ale na każdym poruszały się jakieś punkciki. Na poniższym zdjęciu trudno je będzie zlokalizować, ale uwierzcie mi - są.
Do Limy dolecieliśmy w nocy. Z samolotu miasto wyglądało bardzo ładnie, ale najbardziej ciekawiły mnie gwiazdy. Jakieś inne, podświadomie szuka się znajomych konstelacji a tu nic. Wydało mi się, że widziałem Wielki Wóz, ale brakowało mi do niego dwóch kół.
Teraz już jestem w moim nowym domu, po pierwszym dniu w pracy. Jak na razie wszystko jest dziwne, śmieszne i nowe. Dziwaczne busy, chaotyczny ruch uliczny, współlokatorzy, którzy mają urządzenie do masowania głowy, ludzie niższi conajmniej o głowę, wiecznie zachmurzone niebo czy też ceny, które wcale nie są niższe niż w Polsce.
Zdjęć tym razem nie będzie, bo nie mam żadnego ciekawego - ostrzegano mnie przed wyciąganiem aparatu na ulicy i robiłem tylko z busów i samochodów. Jak się zorientuję gdzie co można to na pewno coś zamieszczę.



Cześć Szymon! Nie wiem, czy to specjalnie, ale chyba jakiś mały błąd Ci się wkradł w tytuł Twojego blogu
W każdym razie życzę miłego pobytu i wspaniałych wrażeń! Pozdrawiam!!!!!!!!
Szymonku!


nie dawaj się tym zblazowanym współlokatorom, z którymi przyszło Ci spędzać peruwiański czas!
musisz nam tu na blogu udowodnić, że faktycznie jesteś w Peru i walnąć parę dzikich zdjęć :>
ja tam wierzę, że prędzej czy później uzbierasz jakąś fajną ekipę na weekendowe wypady w haszcze
póki co Cię wszyscy gorąco pozdrawiamy, bo na pewno Ci tam troszkę samotnie i smutno
ale zawsze masz nas, nawet, jeżeli chwilowo chodzimy do góry nogami! :*