To już ostatnie chwile w Barcelonie. Korzystając z okazji zamieszczę jeszcze parę fotek.
Po pierwsze imprezy. Przyszło mi świętować urodziny w Hiszpanii, więc na kilku byłem. Pierwsza to po prostu wyjście do knajpy, niby nic nadzwyczajnego ale gwar i harmider niesamowity, podobno im większy tym lepsza impreza. Być może to ta ćwiartka mi do głowy uderzyła i już się starzeję, w każdym razie ja wolę większy spokój. Druga imprezka to masówka na uniwersytecie - coś w rodzaju naszych Juwenaliów. Najfajniej było na trzeciej, bo nie ma to jak domówki. Główną atrakcją była “agua de Valencia”. W teorii przepis wygląda tak
3/4 l soku pomarańczowego
1/4 l szampana
50 g cukru
100 ml wódki

W praktyce było trochę inaczej
Kolejną rzeczą są parki w Barcelonie
nie wiem dlaczego, ale ludzie dziwne rzeczy w nich wyprawiają
A tak w ogóle Hiszpanie to lenie, do wszystkich zabytków, do których prowadzą schody, zrobili schody ruchome
Mają tu łuk triumfalny
i morze, w którym ośmieliłem się wykąpać
Ok, zabieram tornister i w drogę
PS. Kasiu, bardzo dziękujemy za pomoc w Barcelonie, szczególnie za zakwaterowanie, ale również za rady, mapy, obiadki i pyszne płatki śniadaniowe. Liebe Gruesse an dir und Steve!



domówka była zdecydowanie najfajniejsza - położyliśmy się spać wraz z przybyciem pierwszych gości (po 22) a obudziliśmy się, gdy wszyscy goście już wychodzili (koło 5 nad ranem) :PP


sza-leeeeń-stwo
chcieliśmy się wyspać, bo dzisiaj rano miałam samolot do Krakowa - dzięki temu personel lotniska już nie wzywał żadnych “-czaków” przez megafon
ahh jestem już w domku, ale tysiąc razy bardziej wolałabym się teraz tułać z Szyminem po świecie!
…byle do lutego…
mmmm
opowieści rewelka
zdjęcia też niczego sobie
sweet photo blogue
uho! que pasa? gdzie Ty jestes? zadnych newsow, cichosza, a my tutaj czekamy na jakies wiesci!